poniedziałek, 4 marca 2013

~ 5 ~





Ogromna metalowa brama wiodąca do mniejszych drewnianych drzwi, które z kolei prowadziły do hotelowej recepcji, stała otworem witając gości. Wewnątrz panowała cisza. Recepcjonistka musiała gdzieś wyjść, bo jej krzesło stało puste a małe okienko zasunięte było do końca uniemożliwiając intruzom dostęp do środka. Czekały tam przez kilka minut próbując uzbroić się w cierpliwość, ale nie przychodziło im to łatwo, bo obie były głodne i gotowe na odpoczynek. Na dodatek Lidia poczuła potrzebę skorzystania z toalety.

- Lidka zostaw ze mną te książki i idź do tej na końcu korytarza. Ja zaczekam, aż ktoś łaskawie zechce nam podać klucz – zaproponowała Marianną z cierpką miną.

- Super! To ja lecę, bo inaczej narobię ci wstydu!

Lidia akurat zniknęła za rogiem, kiedy w recepcji rozległ się dźwięk telefonu. Wkrótce Marianna usłyszała, jak niewidoczne drzwi z tyłu pomieszczenia otworzyły się, by wpuścić do środka właścicielkę wysokich obcasów, która po zrobieniu kilku głośnych kroków wyłoniła się i odebrała telefon. Ujrzała kartę hotelową w ręku Marianny i nie przerywając rozmowy otworzyła okienko od recepcji. Szczupła dłoń uzbrojona w długie, jak szable czerwone paznokcie wyłoniła się żądając owej karty od osłupiałej Marianny. Okienko zostało zamknięte w tej samej sekundzie, w której duży metalowy klucz wylądował głośno przed Marianną.

„Co za czarująca kobieta!” - pomyślała i skierowała się w stronę korytarza, na końcu którego zobaczyła sylwetkę Lidii. Pomachała do niej kluczem i wymazała z pamięci recepcjonistkę z piekła rodem.

Ich pokój znajdował się na drugim piętrze. Skorzystały ze starej, skrzypiącej windy i po krótkiej chwili znalazły się przed drzwiami z numerem 23. Klucz zazgrzytał radośnie w zamku. Pokój przywitał swoich gości kojącym chłodem i bielutkimi, świeżo zasłanymi łóżkami. Torby z zakupami, torebki i reszta ekwipunku wylądowały na podłodze. Buty pofrunęły w nieznanym kierunku, a ich właścicielki rzuciły się z ulgą na łóżka.

- Ach… To uczucie jest po prostu nie z tej ziemi, przyjemniejsze niż orgazm – wyszeptała bardziej do siebie niż do Marianny Lidia. Pozwoliła zmęczonym nogom nacieszyć się miękką kołdrą a rozpalonym policzkom chłonąć chłód emanujący z poduszek.

Marianna nie siliła się na komentarz. Poczuła, jak jej powieki robią się coraz cięższe. Bała się, że zaraz uśnie, więc wstała i bez słowa poszła do łazienki. Włożyła korek do wanny i odkręciła kran z gorącą wodą. Cieszyła się, że lustro szybko zaparowało maskując jej odbicie, bo obawiała się, że wygląda gorzej, niż się czuje.

- Lideczko, to ja zniknę teraz na pół godzinki, dobrze?

- No, nie znikaj całkowicie, bo ja zaraz będę gotować pyszną kolację – wykrzyknęła wesoło Lidia. Po chwili dodała – Zrelaksuj się! Zaraz otworzę winko i podam ci szklaneczkę do kąpieli.

- Och, jesteś kochana. Co ja bym bez ciebie zrobiła? – rozrzewniła się Marianna.

Kąpiel była wyśmienita. Gorąca i z obfitą garścią soli do kąpieli. Marianna podłożyła sobie pod głowę zwinięty w rulonik ręcznik, włączyła muzykę w swoim mp3 i leniwie popijała czerwone włoskie wino. Z kuchni dochodziły niesamowite zapachy czosnku, ziół oraz innych smakołyków. Lidia była kucharką z wyobraźnią i chętnie eksperymentowała łącząc najróżniejsze przepisy. Hotelowa kuchnia nie była kuchnią z prawdziwego zdarzenia. Składał się na nią malutki aneks dołączony do dwuosobowego pokoju, w którym stała niewielka kuchenka gazowa. Był tam także mikroskopijny zlew oraz kilka półek z garnkami, naczyniami kuchennymi oraz sztućcami. Wszystkie sprzęty były bardzo zużyte i dość stare. Pod zlewem leżały reklamówki z artykułami spożywczymi oraz taca z saszetkami z kawą rozpuszczalną, cukrem oraz herbata ekspresowa. Nie było tam miejsca na czajnik elektryczny, więc podłączyły go przy biurku po drugiej stronie pokoju.

Marianna wiedziała, że minęło już ponad pół godziny, bo akurat skończyła się ostatnia piosenka na pierwszym z albumów znajdujących się na jej mp3. Pomyślała, że Lidia pewnie jeszcze nie skończyła gotować, więc nadal rozkoszowała się kąpielą. Woda robiła się już zimna, ale nie przeszkadzało jej to. Czuła się o wiele lepiej i przykre doświadczenia dzisiejszego dnia należały już do przeszłości. Kąpiel rozleniwiła ją, ale nie czuła się już zmęczona. Woda podziałała kojąco zarówno na jej ciało jak i umysł, pozwalając nabrać energii. Zamyśliła się i po chwili przeniosła myślami do Polski. Martwiła się, że dziadek nie poradzi sobie sam z biznesem. Kiedy kupili razem kwiaciarnię, mieli tyle planów z nią związanych. Zaczęli od hurtowni na peryferiach miasta i po kilku miesiącach realizowali zamówienia dla całego województwa. Zainwestowali wszystkie oszczędności w nowy projekt. Jednak los nie był im życzliwy. Pierwszy cios nadszedł w postaci dwóch uzbrojonych i bardzo agresywnych złodziei, którzy nie tylko skradli im cały utarg oraz wiele nowych i drogich narzędzi, ale również zapał i niezależność. Okradli ich z marzeń i odebrali motywację. Rzeczywistość była okrutna, ale nie wolno im się było poddawać. Marianna była młoda i zawzięcie walczyła o to, by zapomnieć o tym nader przykrym incydencie. Rzuciła się w wir pracy. Wzięła pożyczkę, zainwestowała w najlepszy system przeciwwłamaniowy, zdobyła nowych zleceniodawców, aby móc spłacić długi. Dziadkowi było o wiele trudniej się z tym pogodzić. Obwiniał siebie za to, co się stało. Uważał, że powinien był przeciwstawić się napastnikom, zapobiec kradzieży. Podupadł na zdrowiu i to było drugim, o wiele bardziej poważniejszym ciosem, którego doświadczyli tego roku. Dwa pobyty w szpitalu, długotrwałe leczenie i na koniec przymusowe sanatorium, aby podreperować zdrowie, a szczególnie stare, zmęczone i przygnębione serce. Ostatnio jednak dziadek zdawał się młodszy, miał więcej energii i zapału do wszystkiego. Nalegał, by Marianna pozwoliła mu się wszystkim zająć podczas jej nieobecności. Miała wątpliwości ze względu na jego zdrowie, ale postanowiła dać mu szansę się wykazać i udowodnić, że jest wart zaufania. Wprawdzie dziadek miał do swojej dyspozycji dwóch pomocników, ale Marianna wiedziała, że będzie próbował wszystko zrobić sam. „Jutro do niego zadzwonię.” – postanowiła w myślach. – „Co to za zapach?!”

- Lidka, coś się chyba pali!

Marianna wyskoczyła z wanny, nałożyła szybko hotelowy szlafrok i skierowała się ku drzwiom. Dym uderzył ją w twarz. Podrażnił nozdrza i oczy, wypełnił płuca. W całym pomieszczeniu zrobiło się siwo. Lidia biegała po kuchni ze ścierką, próbując rozgonić kłęby dymu wydobywające się z piekarnika. Pokasływała lekko i mamrotała coś do siebie. Marianna nie potrafiła ukryć rozbawienia.

- Czyżby nasza kolacja unosiła się teraz w powietrzu?

- Ojejku! Marianna, nie gniewaj się na mnie! Na śmierć zapomniałam, że miałam pilnować piekarnika!

Lidia wyglądała na bardzo roztargnioną. Mariannie zrobił jej się żal.

- Nie przejmuj się, nic się nie stało. To pewnie dlatego, że jesteś zmęczona. Powinnam była ci pomóc…

- Nie, nie… To nie twoja wina. – Lidia pokręciła głową. - Widzisz, miałam wszystko pod kontrolą do momentu…wiesz, chciałam poczytać, więc zaglądnęłam do jednej z tych książek, które dziś kupiłam… do tej dużej, w grubej oprawie… i… i… o Boże, Marianno… nie uwierzysz, co ja w niej znalazłam!

- No, nie wiem. Może znów jakiś przepis?

- Nie w książce, tylko między kartkami. I proszę cię nie żartuj sobie, bo ja jestem za bardzo roztrzęsiona.

- Lideczko, nie denerwuj się i nie każ mi zgadywać, bo ja naprawdę nie…

- Tam była mapa! – wykrzyknęła Lidia, ale zaraz przyciszyła głos. - I ja ją chyba rozszyfrowałam, choć miałam problem, bo wiesz jak to jest z moim włoskim… Ale krok po kroku udało mi się przetłumaczyć najważniejsze słowa. To jest autentyczna mapa. Tak jest nawet napisane w liście. – Lidia chodziła w tą i z powrotem.

- W liście? W jakim liście? - zaczęła się niecierpliwić Marianna, czując, że kapie z niej woda. - Gdzie jest ta mapa?

- Jak to w jakim liście!? – wykrzyknęła Lidia i zaczęła znów kasłać, ale tym razem nie od dymu, tylko ze zdenerwowania. – No, przecież ci mówię, że do mapy dołączony był list! – Lidia zorientowała się, że znów krzyczy. Ręce miała skrzyżowane na piersiach. Nagle usiadła ciężko na krześle i zaczęła ocierać osmoloną ściereczką kuchenną swoje jeszcze bardziej osmolone czoło. – A mapę… no, schowałam… oczywiście. – dodała po chwili i westchnęła ciężko.

- Przed kim ją schowałaś? Przede mną? Ale co to jest za mapa? Lidka, ja przecież nic nie rozumiem!

Lidia nie słyszała już Marianny. Widać było, że znów przeniosła się w swój drugi, niedostępny dla innych świat. Siedziała zgarbiona, z opuszczoną, podpartą na obu dłoniach głową i twarzą ukrytą we włosach. Kołysała się lekko. Marianna machnęła ręką i zdecydowała, że lepiej ją tak zostawić na chwilę i przeszła do pokoju, by znaleźć coś suchego do ubrania. Wiedziała, że Lidia łatwo się ekscytuje, ale już dawno nie widziała jej w takim stanie. Akurat miała sięgnąć pod swoją poduszkę, by wydobyć spod niej kraciastą piżamę, kiedy spostrzegła na niej malutki, kolorowy przedmiot. Była to niewielka broszka. Marianna nie miała wątpliwości, że był to prezent od Lidii. Jej przyjaciółka wiedziała bardzo dobrze, że Marianna kolekcjonuje wszystko, co jej wpadnie w ręce, z wizerunkiem ważki. Broszka była przepiękna! Skrzydełka owada były delikatne i misternie ozdobione maleńkimi niebieskimi kamieniami. Gdzieniegdzie lśnił jasnozielony kamyczek. Broszka była dość ciężka i nieco przybrudzona, ale zapięcie działało bez zarzutu. Marianna wpatrywała się w to cudeńko przez chwilę, po czym założyła piżamę i wróciła do kuchni.

- Lidka, broszka jest cudowna, dziękuję! – pocałowała ją z wdzięczności w policzek.

- Fajnie, że ci się podoba. Znalazłam ją przez przypadek, w jednym z kartonów z książkami.

Lidia otrząsnęła się już ze swojej zadumy, więc Marianna zdecydowała wyjaśnić sprawę tajemniczej mapy.

- Opowiedz mi o swoim odkryciu! Naleję nam po lampce winka i pogadamy, co?

-Czytasz w moich myślach, Marianno, właśnie miałam to zaproponować. Muszę się trochę rozluźnić, bo czuję, że ta cała sprawa z mapą bardzo mnie zdenerwowała. Poza tym, jeśli ci zaraz wszystkiego nie opowiem, to chyba... pęknę!

Marianna pokiwała ze zrozumieniem głową i uśmiechnęła się do Lidii podając jej kieliszek wypełniony po brzegi purpurowym płynem. Zauważyła, że ręce Lidii drżały lekko, kiedy sięgała po wino. Marianna zamierzała wznieść toast za wspaniałe wakacje, za przyjaźń, ekscytujące odkrycia, ale nie zdążyła nawet otworzyć ust, bo Lidia łapczywie zabrała się do opróżniania kieliszka. Po pięciu sekundach po winie nie było śladu. Marianna bez słowa sięgnęła po butelkę i nalała Lidii drugą lampkę wina. Lidia wzięła głęboki oddech i otworzyła usta, by zacząć swą opowieść. Marianna z trudem powstrzymała się od śmiechu na widok zabarwionych purpurowym winem zębów Lidii. Nerwowe zachowanie przyjaciółki zaczęło jej się już trochę udzielać, więc pośpiesznie sięgnęła po swoją lampkę wina i skupiła się na słowach Lidii.

- Zanim ci pokażę tę mapę… Pamiętasz, jak półtora roku temu, w czasie Bożego Narodzenia, z Gallerie del Carmini zostały skradzione dwa obrazy?

- Pewno, że pamiętam! Dużo było o tym i w telewizji i w gazetach. To były dzieła Lorenzo Vivarini, prawda? – Marianna poczuła na ramionach gęsią skórkę. - Warte chyba kupę kasy, bo nagroda za pomoc w ich odnalezieniu wynosiła ponad milion euro nie?

- Dokładnie – pokiwała głową Lidia. – To bezcenne dzieła sztuki. Ktokolwiek je ukradł wiedział, co robił, bo nie zostawił po sobie ani śladu. Jakby zapadły się pod ziemię! Przez tyle miesięcy nikt nie miał pojęcia, gdzie są te obrazy. No, może z wyjątkiem złodzieja i zapewnie kilku innych osób. – Lidia opowiadała z wypiekami na twarzy. - Najważniejsze jest to, że jedna z tych osób postanowiła podzielić się tą wiedzą z resztą świata. Może miała wyrzuty sumienia? – Lidia gestykulowała żwawo. - Wybrała wprawdzie dość niekonwencjonalny sposób, ale na pewno miała dobry powód, by obrać taką drogę, a nie inną. Ja jestem tylko szczęśliwa, że mapa trafiła w nasze ręce. Musimy natychmiast ustalić plan działania, gdyż nie mamy czasu do stracenia. Możliwe, że ktoś inny wie o istnieniu tej mapy. To by nam bardzo pokrzyżowało plany. Musimy wszystko dobrze zorganizować, bo…

- Lidka, o czym ty mówisz?! – Marianna nie wierzyła własnym uszom. - Czy myślisz, że ta mapa wskaże…

- Szszsz... proszę nie podnoś głosu, nikt nie może się dowiedzieć. – zdenerwowała się Lidia. - Ja nie myślę, JA WIEM. – wyszeptała z podnieceniem w głosie.

- Ależ Lidka, czy naprawdę sądzisz, że ktoś narysowałby mapę i ot tak po prostu włożyłby ją do starej książki kucharskiej?

- Dlaczego nie? Nie znamy przecież szczegółów. No i musimy dokładnie przetłumaczyć ten list.

- Wiesz co? Ty jesteś po prostu szalona. Czy mogę zobaczyć list i mapę?

Lidia uśmiechnęła się od ucha do ucha, klasnęła w ręce i pobiegła do sypialni. Marianna usłyszała rozmaite odgłosy dochodzące z drugiego pomieszczenia, ale nie potrafiła zgadnąć, gdzie Lidia schowała swoje znaleziska. Zapach spalonej kolacji nadal unosił się w pomieszczeniu. Marianna przypomniała sobie o swoim głodzie. Sięgnęła do reklamówki z jedzeniem i wyjęła paczkę krakersów i kilka plastrów wędzonego sera żółtego.

„Wygląda na to, że z planowanej na ten wieczór uczty nici” – pomyślała i nalała sobie wina. Butelka była prawie pusta. Usłyszała kroki oraz szelest papieru za plecami.

8 komentarzy:

  1. dziękuję za miły komentarz, mam nadzieję, że Ci się u mnie spoddobało na tyle, żeby zaobserwować i wpadać częściej ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja serdecznie dziekuje, bede wracac :)

      Usuń
  2. coraz ciekawiej:)
    pisz, pisz, bo umrę z ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Viki, juz spiesze z dodaniem nastepnego fragmenciku :))) ENJOY!

      Usuń
  3. Mmmmm, powieść w odcinkach... chętnie poczytam:)
    Dziękuję za wizytę i do zobaczenia... w sieci.

    Do następnego odcinka
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje :))) Do zobaczenia, na pewno, uwielbiam Tomaszowa Chate i lubie tam do Was zagladac :)

      Usuń